czwartek, 3 stycznia 2013

One Shot - „Sometimes just one moment”

Napisałam już tego one shot'a dawno temu, ale zawsze nie miałam okazji go tutaj wstawić. Konkursu, na którego był pisany nie wygrał, ale mam nadzieję, że Wam się spodoba :) xx Czekam na Wasze opinię
P.S
One Shot jest dodatkowo dla Was podziękowaniem za 150 tys. wyświetleń :3

„Sometimes just one moment”

 Widziałem ją tylko kilka razy. Poświęciła mi może łączenie jakieś pięć lub sześć godzin, ale chyba nigdy jej nie zapomnę. Po prostu nie potrafię. Cały czas przed oczami mam jej twarz, jej uśmiech, tę niebieskie oczy, w których mogłem zatonąć jak w oceanie, tę miedziane włosy pachnące różami… Jej piękny śmiech zawsze odbijał się echem w moich uszach, a śmiała się bardzo często.

 Często wspominam nasze pierwsze spotkanie:

-Hej jestem Lexi. –uśmiechnęła się do mnie i ukazała rząd białych zębów.

- Harry. –Deliktanie uścisnąłem jej dłoń. Była delikatna jak skóra maleńkiego dziecka. Poczułem się jakbym znał ją od zawsze. Coś, jakaś dziwna siła przyciągała mnie do niej. 
-Właśnie. Harry, to jest moja dziewczyna, spotykamy się od kilku tygodni.Jednak znamy się jeszcze z czasów szkolnyc, udało nam się odnowić kontak, z czego jestem bardzo zadowolony.  –zwrócił się do mnie Josh, nasz perkusista i wspaniały przyjaciel, po czym lekko pocałował dziewczynę. Momentalnie spojrzałem na niego, byłem zaskoczony. Moje oczy musiały okazywać smutek, czułem zawód. Josh od dawna nie mógł znaleźć kogoś idelanego dla siebie. Powinienem cieszyć się jego szczęściem, ale nie potrafiłem… W końcu zmusiłem się do uśmiechu.
-Gratuluję. –odrzekłem lekko fałszywo, ale nic na to nie potrafiłem poradzić.”



  Zachowywałem się tak za każdym razem, kiedy się spotykaliśmy. Udawałem, że jestem szczęśliwy z powodu Josh’a i Lexi. Oni brali siebie bardzo na poważnie. Robiłem tzw. dobrą minę do złej gry. Musiałem… Przecież nie mogłem powiedzieć, że zakochałem się w dziewczynie kumpla i to w dodatku od pierwszego wejrzenia. Nigdy wcześniej nie wierzyłem w takie rzeczy, uważałem to za wymysł filmów romantycznych i książek, a jednak.
 Pewnego dnia już miałem dość całej tej sytuacji. Postanowiłem odwiedzić Louis’a, on nigdy mnie nie zawiódł i zawsze wspierał mnie w trudnych chwilach. Teraz też chciałem się mu wyżalić. Jak najszybciej znalazłem się w jego mieszakniu. Drzwi otworzyłem zapasowym kluczem, który chłopak kiedyś mi wręczył, tak na wszelki wypadek.
-Lou, możemy pogadać? –zwróciłem się do najlepszego przyjaciela, który siedział nad filiżanką swojej ulubionej herbaty. Na dźwięk mojego głosy brunet uniósł głowę. 
-Pewnie. Usiądź, co się stało? –On od razu wiedział, że coś jest nie tak. Byłem przygnębiony od kilku dni, a może tygodni? Normalnie żadko to mi się zdarzało. 
Usiadłem naprzeciwko chłopaka i odetchnąłem głęboko.
-Louis… Zakochałem się. –powiedziałem prawie ze łzami w oczach, jednak próbowałem się powstrzymywać od płaczu. Nie chciałem się rozkleić.
-No to chyba dobrze. –odpowiedział lekko zmieszany. Przecież miłość to wspaniała rzecz, a ja tutaj przychodzę do niego z płaczem. Pewnie myśli, że oszalałem!
-Własnie nie jest dobrze Lou! Ona nigdy nie będzie ze mną! –Mój głos był przepełniony bólem, nie panowałem nad nim.
-Niby czemu? Harry, ty jesteś Harry Styles i z tego, co wiem to możesz mieć każdą, więc, w czym jest problem? –Widać, że Louis chciał mi pomóc. Mogłem to zobaczyć w jego oczach, była w nich troska.
-Znasz Lexi? –zapytałem. -Chodzi mi o tą, która jest z Josh’em…
-Tak… -odpowiedział z lekkim przerażeniem w oczach. Chyba przeczuwał najgorsze.
-To ona! Rozumiesz Lou?! Zakochałem się w Lexi, dziewczynie Josh’a! –wykrzyczałem. –Jestem beznadziejnym przypadkiem. –zakończyłem chowając twarz w dłoniach. Usłyszałem jak przyjaciel odsunął swoje krzesło od stołu i podszedł do mnie. Złapał moje dłonie, odsunął je od mojej twarzy i objął mnie ramieniem, a ja wtuliłem się w niego. Mimowolnie łzy wypłynęły mi z oczu, a koszulka Lou zaczeła być wilgotna.
-Wszystko będzie dobrze, jakoś wszystko się ułoży. –pocieszał mnie. Chciałem w to wierzyć, ale jakoś nie potrafiłem.

 Lou stwierdził, że dobrze będzie jak wprowadzę się do niego na kilka dni. Z wielką chęcią się zgodziłem. Po za tym czas, w którym mieszkałem razem z przyjaciele uważam za najlepszy.

 Minęło kilka dni, a ja przez ten czas próbowałem o niej zapomnieć. Nawet chyba mi się to udawało… Było ciężko, ale innego wyjścia nie widziałem. Louis dzielnie mnie w tym wspierał, przecież on, jako jedyny znał przyczynę mojego smutku.
Prawdopodobnie wszystko by wypaliło, gdyby nie Josh, który przyszedł do nas pewnego poranka.
-Hej chłopaki! –przywitał się z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Cześć. –odezwaliśmy się z Lou jednocześnie. 
-Mam dla was niespodziankę. -Josh cały czas był taki pogodny, zresztą nie dziwię mu się. U boku takiej dziewczyny jak Lexi, każdy mógł się tylko uśmiechać.

„Przestań! Musisz o niej zapomnieć!” Skarciłem się w myślach.
-O co chodzi? –zapytał z zaciekawieniem Louis. Mnie osobiście też interesowało, co Josh ma dla nas.
-Za tydzień biorę ślub z Lexi i chciałbym was zaprosić. Nie wyobrażam sobie takiego dnia bez was. –odpowiedział. –Harry mógłbyś być nawet moim świadkiem. Oczywiście, jeśli chcesz.–dodał z uśmiechem, spoglądając to na mnie to na Lou. 
-Z chęcią.–odpowiedziałem pospiesznie, a Tommo z zaskoczeniem na mnie spojrzał.
-Super! –Josh wstał z kanapy.
-Gratuluję Stary… -poklepałem go po ramieniu.
–To do zobaczenia. –odezwał się, a po chwili drzwi za nim trzasnęły z hukiem.
-Czemu się zgodziłeś? –Przyjaciel od razu zwrócił się do mnie świdrując mnie wzrokiem. –Przecież ty
-Wiem. –przerwałem. –Ale muszę przynajmniej udawać. Nie chcę żeby coś przez przypadek wyszło na jaw… To dla niego ważne. -dodałem lekko się uśmiechając. Louis odwzajemnił ten gest.


 Przygotowania do ślubu minęły bardzo szybko. Wszyscy im pomagali, nawet ja. Zmuszałem się do pomocy, choć to nie było łatwe. Wieczorem stanąłem przed lustrem i spojrzałem na swój garnitur. Do uroczystości pozostała równo doba. Patrzyłem tak na siebie i stwierdziłem, że nie potrafię… Nie potrafię pójść z uśmiechem na ten ślub i być świadkiem. Pospiesznie usiadłem do stołu i wyjął kartkę papieru, i długopis. Zaczął pisać list do Lexi. Po jakiejś godzinie wszystko było gotowe. Na stole zostawiłem karteczkę dla Lou, żeby się o mnie nie martwił i, że odezwę się do niego. Przebrany w coś wygodniejszego, z torbą na ramieniu i listem w ręku opuściłem mieszkanie. Wsiadłem do auta i podjechałem pod dom Lexi. Powolnym krokiem podszedłem pod drzwi i położyłem białą kopertkę na wycieraczce. Zadzwoniłem dzwonkiem i pospiesznie wróciłem do auta. Odjechałem kawałek i zza drzewa spoglądałem w stronę tamtego domu. Dziewczyna po chwili wyszła, podniosła list oglądając się dookoła i zamknęła drzwi. W radiu zaczęła się piosenka „We Are Young”. Ze łzami w oczach ruszyłem, nie wiedziałem gdzie mam się udać. Po prostu jechałem przed siebie, może udam się do Holmes Chapel… Sam jeszcze nie wiem. Chcę tylko zostawić to wszystko za sobą.

***

Droga Lexi…
 Wiem, że znamy się bardzo krótko, ale chcę żebyś coś wiedziała. Może wydawać się to dziwne, ale zakochałem się w Tobie od pierwszego wejrzenia i przez to nienawidzę siebie. Za kilkanaście godzin wyjdziesz za wspaniałego człowieka, który na pewno sprawi, że będziesz szczęśliwsza, a ja nie będę w tym przeszkadzał. Przepraszam, ale nie pojawię się na Waszym ślubie, nie będę świadkiem… To dla mnie zbyt wiele i nie dałbym rady. Chciałem żebyś tylko o tym wiedziała, nie musisz się mną przejmować. Wyjechałem i postaram się, żebyś już nigdy mnie nie zobaczyła. Muszę stłumić to zakazane uczucie, bo tak będzie lepiej… Jednak nigdy o Tobie nie zapomnę.
Na zawsze Twój
Harry xx

4 komentarze:

  1. Bardo fajnie napisane , tylko jakoś nie widze Harrego w takiej roli . Ale opowiadanie - Świeetne <3

    OdpowiedzUsuń